Strony

11 marca 2013

Zielone włosy.. i co dalej?

Pozbyłam się ciemnej henny z włosów, zostały mi średnio ciekawe zielone pasma włosów. Dlatego przystąpiłam do farbowania. Chcąc uzyskać miedziany blond, sięgnęłam po farbę z L'Oreal Paris Sublime Mousse w kolorze 740 (Płomienna Miedź). Efekt był jak na zdjęciu niżej.

 

Jak widzicie wciąż przebijają się zielone strąki, wpadające w niektórych miejscach w szarobure. Dla porównania dodam jeszcze zdjęcie, jak wyjść niby powinno.
Lubię farby w piance za ich łatwość w aplikacji i nie spływanie gdzie popadnie. Jednak liczyłam na to, że L'Oreal nie będzie tak śmierdzieć amoniakiem. Owszem był mniej drażniący, niż w klasycznych farbach, ale jednak był. Do tego nie zachwycił mnie efekt końcowy, liczyłam na kolor zbliżony z tym na pudełku (tym bardziej, że Mango L'Oreal ma piękny kolor), jednak się rozczarowałam.

Ponieważ zielone włosy wciąż straszyły, postanowiłam nałożyć na to Garniera Color Naturals 7,40+ (Miedziany Blond), którego kiedyś bardzo lubiłam, ponieważ miał mocniejszy efekt końcowy. Niestety i tym razem nie zakryło moich zieleńców, jednak zielone włosy stały się jakby bardziej przygaszone. Obecnie wpadają bardziej w brąz. Natomiast reszta włosów chwyciła kolor, na zdjęciu tego nie widać dobrze, ale idealnie odwzorowuje to co na pudełku. Gdyby nie przebijająca się zieleń, to chętnie zostałabym przy tym kolorze.
Jeśli jednak chodzi o nakładanie samej farby, to na moje włosy o długości trochę za ramiona musiałam zużyć dwa opakowania, bo jedno by nie starczyło. Sama aplikacja farby to była walka ze łzami, ponieważ ilość amoniaku zawarta w tej farbie powalała zapachem i drażliwością oczu. Do tego farba jest dość rzadka i co jakiś czasu ciekała gdzieś na boki.


Dla porównania różnica pomiędzy L'Orealem, a Garnierem. Pianka L'Oreal chwyciła gorzej na rozjaśnione włosy, niż Garnier nałożony na już rude włosy.

oba zdjęcia robione przy świetle dziennym, bez lampy
Efekt wciąż nie był zadawalający, dlatego postawiłam na ostatnią szansę, Schwarzkopf Perfect Mousse (w wypróbowanym już kiedyś przeze mnie kolorze) 668 Orzech laskowy, który ma rudo-brązowy kolor, uważam, że nazwa jest akurat adekwatna do koloru końcowego.
Wcześniej czytałam trochę porad dotyczących zielonych kłaczków u Mysi, dlatego zdecydowałam się właśnie na ten kolor, bo w końcówce numerku jest ..6, czyli tak jak radzi Mysia - gdy zieleń na włosach jest mocno zielona, trzeba użyć farby o końcówce ..,5 lub ..,6. Z tego co kojarzę to w Perfect Mousse zamiast numeracji 6,68 jest 668 i jest to jednakowo rozumiane (jeśli się mylę?, to poprawcie).
Efekt możecie zobaczyć na poniższym zdjęciach.


Jak pisałam wcześniej, lubię farby w piance i tym razem byłam zadowolona z aplikacji. Jednak Perfect Mousse bije na głowę piankę z L'Oreala, ponieważ nie zawiera amoniaku i podczas farbowania żaden smrodek nie wyżera nam oczu. Farba dobrze kryje, na moją długość włosów starczyło jedno opakowanie. Kolor dobrze odwzorowany, pomijając zieleńce, które jeszcze trochę trącą ciemniejszą barwą.
Podsumowując, nadal widać różnicę pomiędzy końcówkami, a włosami przy głowie, jednak nie są to już zielone strąki. Mam zamiar nabyć jeszcze płukankę do włosów rudych Flor illum miedź (czytałam o niej dobre rzeczy) i nadać moim końcom bardziej rudawy kolor. Ostatnio wymęczyłam moje włosy strasznie, więc teraz muszę im dać odpocząć.
Na koniec wrzucam wszystkie moje etapy schodzenia z henny i walki z zielonymi włosami (zdjęcia robione w świetle dziennym, bez lampy, jednak kolor na nich wyszedł mniej intensywny, niż w rzeczywistości - nie mam najlepszego aparatu do takich rzeczy).



8 marca 2013

Jak pozbyć się henny z włosów?

Niniejszy post przeznaczony jest dla osób chcących postawić wszystko na jedną kartę i pozbyć się henny z włosów raz na zawsze, mając przy tym świadomość, że mogą przy tym okaleczyć swoje włosy.

 Z góry chcę zaznaczyć, że niżej opisany sposób jest skuteczny na moich włosach, nie zagwarantuje, że sprawdzi się u każdego. Osoby podchodzące do tej metody muszą być świadome, że mogą wyniknąć małe lub większe komplikacje z kolorem (tak jak u mnie, ale o tym niżej), włosy mogą się spalić doszczętnie lub możecie mieć szczęście i nic się nie stanie (dużo zależy od kondycji włosów przed hennowaniem). Tytułem wstępu przejdę do meritum sprawy.

We wcześniejszym poście pisałam Wam o mojej włosowej tragedii, która zakończyła się dwukrotnym hennowaniem i walką o wypłukanie henny naparem rumiankowym. Napar spłukał najciemniejszy kolor, jednak dla mnie to było nie wystarczające, dlatego wczoraj nabyłam rozjaśniacz i postanowiłam wyzbyć się tej ciemnoty z moich włosów, aby znów cieszyć się moim ulubionym rudym kolorem. Ponieważ moje włosy przez nieudane ombre były rozjaśniane kilka miesięcy temu, to od połowy są słabsze i tym razem rozjaśniacz je zabił na zielono :/ Winą muszę obarczyć hennę, ponieważ wcześniej zdarzało mi się rozjaśniać włosy, na to nałożyć za ciemny kolor i znów rozjaśniać (i to w przeciągu kilku dni) i nigdy efektem tego nie były zielone włosy.
No cóż, co się stało, to się nie odstanie, jednak podzielę się z Wami efektem mojego rozjaśniania.

Użyłam do tego farby Palette Deluxe nr UIL, ultraintensywny rozjaśniacz (5 do 7 tonów).


Zdjęcie robione przy świetle dziennym, bez lampy, włosy suche.

zielonkawe pasma
aparat trochę przekłamał kolor, w rzeczywistości bardziej rude u góry i zielone na końcach


 Dla porównania moje włosy przed i po rozjaśnianiu.



Mimo niezbyt ciekawych efektów ubocznych w postaci zielonych włosów, jestem zadowolona, że udało mi się pozbyć henny z włosów. W kolejnym poście pokażę Wam efekt po pierwszym farbowaniu. Piszę po pierwszym, ponieważ już wiem, że będę musiała nałożyć jeszcze jedną farbę, ale o tym przeczytacie tutaj (jutro).

5 marca 2013

Moja włosowa.. tragedia

 Niniejszy post przeznaczony jest dla ludzi o mocnych nerwach. Włosomaniaczki mogą mnie przekląć za krzywdy opisane w poniższym poście. Jednak

Naturalny kolor moich włosów to ciemny blond wpadający w jasny brąz ze złotymi refleksami. Tak przynajmniej podają archiwa rodzinna (czyt. zdjęcia). Latem moje naturalne włosy rozświetlały się złotymi pasmami, zimą ciemniały. Jak teraz o nim myślę, to bardzo, bardzo chciałabym go odzyskać, ale to chyba już nie możliwe.. Wszystko zmieniło się, gdy pierwszy raz włosy pofarbowałam (zrobiłam pasemka rozjaśniaczem) 8 lat temu. Później rozjaśniałam je do słonecznego blondu, przez miedziane blondy, aby po 2 latach wrócić do ciemnego blondu, który trzymał się wytrwale prawie rok. Naturalne odrosty wpasowały się w farbowane końcówki i było dobrze. Niestety nic nie trwa wiecznie, a tym bardziej przy mojej potrzebie ciągłych zmian, a że wszystkiego zmieniać nie można postawiłam na nowy kolor włosów. I znów kalejdoskop kolorów, tym razem odważniej bo od szampańskiego blondu (w którym rozmywałam się - nie pasował mi), po średnie brązy (na tak rozjaśnione włosy wyszły prawie czarne) i znów rozjaśnianie, a potem czerwień mahoniowa, miedziane kolory, w których chyba najlepiej się czuję. Zafundowałam sobie też trwałą, która po roku noszenia zamieniła moje włosy w siano i wysuszyła je doszczętnie oraz spowodowała wypadanie włosów (dosłownie) garściami. Trwałą miałam w 2010. Niestety z niewiadomego mi powodu moje włosy po wyprostowaniu i ścięciu tych najbardziej zniszczonych przestały współpracować. Kiedyś tak pięknie falowały nawet na sucho, teraz efekt fal mam tylko gdy mam mokre włosy. Od trochę ponad roku zaczęłam interesować się odratowaniem moich włosów, jednak idzie mi to powoli. Mam świadomość, że musiałbym ściąć połowę moich obecnych włosów, aby zostawić tylko te "zdrowe" bez przejść po trwałej. Na taki krok się jednak nie zdecyduję, dlatego ścinam je mniej więcej co pół roku o 5 cm. Odeszłam jednak od tematu mojej włosowej tragedii, więc wracam.
Wszystko zaczęło się jakoś z początkiem roku, gdy postanowiłam zrobić sobie w domowym zaciszu ombre hair i wyszła tragedia. Wyglądało to tak, jakbym miała 30 cm odrosty po blondzie. Rzuciłam więc na to rudy, który szybko się sprał pozostawiając wciąż zbyt widoczne różnice po nieszczęsnym ombre. Dlatego zaczęłam szukać lepszej farby, która pokryje moje włosy równomiernie i padło na henne Khadi Jasny brąz. Po miesiącu henna wypłukała się z moich włosów, więc postanowiłam poszukać czegoś z rudymi refleksami i tym razem padło na Khadi Orzechowy brąz. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wyszedł mi ciemny brąz, w który w ogóle mi nie pasuje. Od farbowania minęły 2 tygodnie i włosy aż do wczoraj nie zmieniały koloru. Pytałam i pytałam Wujka Google jak wypłukać hennę z włosów, aż w końcu znalazł cenną odpowiedź o tutaj. Wypróbowałam wczoraj metodę nr 2, czyli napar z rumianku z miodem i cytryną. Uwaga, zadziałał! Oczywiście nie wróciłam do efektu sprzed farbowań henną, ale pozbyłam się tego brzydkiego, ciemnego barwnika (znawcą nie jestem, ale to chyba indygo). Chciałam zobaczyć czy napar działa, dlatego nie używałam żadnej odżywki/maski podczas mycia, tylko w wilgotne włosy wtarłam trochę balsamu.
Poniżej podzielę się Wami moją metodą wczorajszego mycia włosów.



Jak wypłukać hennę z włosów?

1. Umyć włosy szamponem (używałam szamponu Cece of Sweden do włosów farbowanych, ale nie wiem czy to ma jakieś większe znaczenie, jakiego szamponu użyjecie).
2. Spłukać włosy czystą wodą.
3. Na koniec spłukać włosy naparem rumiankowym z miodem i cytryną.


Przepis na napar rumiankowy z miodem i cytryną do wypłukania henny.

* 5 torebek koszyczków rumianku
* 1 łyżka miodu
* 1 łyżka soku wyciśniętego z cytryny
Torebki z rumiankiem zalewam świeżo przegotowaną wodą, przykrywam i zostawiam do naciągnięcia przez godzinę. Po  tym czasie wyciągam torebki, dokładam łyżkę miodu i łyżkę soku z cytryny. Wszystko razem mieszam i gotowe.

Metoda ta sprawdziła się na moich włosach, nie mogę zagwarantować, że u Was za działa, ale jest mniej inwazyjna, niż rozjaśniacz chemiczny.

Na koniec pożegnam Was moimi tragicznymi włosami po przejściach (zdjęcie bez lampy, w świetle dziennym). Dążę z powrotem do miedzianego blondu, ale chyba jeszcze długa droga do niego.
końcówki wyszły na zdjęciu lekko niebieskie, ale w rzeczywistości takie nie są

.: Świat na moim blogu od 11.12.2012 :.