Strony

22 lipca 2012

Moje ulubione cienie do powiek z my Secret

Postanowiłam przedstawić Wam moje ulubione cienie z my Secret. Są to trzy cienie, każdy z innej serii. Przy dziennym makijażu stawiam na naturalność i w takich też kolorach są moje cienie. To może po kolei.


Na pierwszy ogień rzucę mój ostatni nabytek zdobyty przy okazji promocji w Naturze ;) Jest to perłowy cień do powiek Pearl Touch Eye Shadow nr 103, na skórze prezentuje się bardzo ładnie , wg. mnie jest to połączenie ciepłego beżu z chłodną perłową poświatą (niestety zdjęcie tego nie oddaje).


Po lewej dwie warstwy cienia, po prawej jedna, nakładany bezpośrednio na skórę bez bazy.


Cień ma przyjemną konsystencje, jest delikatny, w zależności od ilości jaką nałoży się na powiekę można zmienić intensywność. Trzyma się długo, jest dobrze napigmentowany, nie osypuje, nie zbiera w zagięciu, co jest dla mnie na duży plus, biorąc pod uwagę moje opadające powieki. Jak na cień za 3-4 zł jest bardzo dobry, a przy tym wydajny.


Jeśli chodzi o opakowanie, napiszę o tym niżej.
Kolejnym cieniem z mojej kolekcji jest matowy cień do powiek Matt Eye Shadow nr 506, w kolorze ciepłego brązu - skojarzył mi się ten odcień z kolorem mlecznej czekolady :) Jak pewnie zauważyłyście (bądź nie) próbowałam już matowych kolorów z tej firmy, w Wymianie możecie znaleźć kolor szary z tej serii. Więc dlaczego skusiłam się na inny kolor? Bo lubię brązy, a to był jedyny brąz jaki został w szafie my Secret w Naturze, a do tego te niskie ceny ;) i tak o to jest!
Nie do końca jestem z niego zadowolona. Oczywiście jeśli chodzi o trwałość, osypywanie się, zbieranie w zagięciu oka i wytrzymałość, to jest porównywalna do perłowej wersji. Schody zaczynają się jeśli chodzi o aplikację, pigmentacja bardzo apetycznie wyglądająca na palcu czy pędzelku nie jest już taka smaczna na skórze. Mam wrażenie, że tylko połowa nabranego cienia ląduje na powiece. Ale pomyślałam sobie przeboleję, nałożę drugą warstwę.. potem nałożyłam trzecią - tragedia (efekty na zdjęciu poniżej). Do tego cień nie chce za bardzo współpracować, jeśli chodzi o rozcieranie.



Nie można nim uzyskać głębokiego, wyraźnego efektu, a szkoda, bo kolor ma piękny.

Na koniec mój pierwszy cień nabyty z my Secret, cień do stosowania na mokro i sucho Double Effect nr 404, w kolorze ciepłego, piaskowego beżu z dodatkiem złota i złotym brokatem. Bardzo lubię ten cień, ponieważ można zmieniać jego intensywność i doskonale nadaje się do rozcierania. Często maluję nim oko, gdy muszę zrobić makijaż w 3 min.
Zdjęcia nie oddaje prawdziwego efektu, dlatego poniżej zamieszczę swatche wszystkich trzech cieni zrobione w świetle dziennym i sztucznym.




Jeśli chodzi o trwałość, to krócej trzyma się na powiekach, niż Pearl Touch, co może sprawić, że będzie to mój nr 2, ale czas pokaże.

Miałam jeszcze wspomnieć o opakowaniach. Wszystkie cienie zapakowane są w przeźroczyste opakowania. Matt i Pearl mają płaskie wieczka co pozwala na trzymanie ich jeden na drugim, niestety ze względu na kształt Double Effect ma wypukłe wieczko i nie można na nim już nic postawić. Pudełka otwierają się bez problemowo, dobrze chronią zawartość przed pokruszeniem - sprawdziłam to nie raz. Z pewnością kiedyś kupię sobie jakieś inne cienie z tej firmy, a teraz czekam na przesyłkę z moimi Sleekami :)

Na koniec swatche, pierwszy w świetle dziennym, drugi w sztucznym.




A co Wy myślicie o cieniach z my Secret? Macie jakieś ulubione?


3 komentarze:

  1. z my secret mam chyba tylko jeden cień,matowy liliowy:) i jest ok:) a brązy w makijażu bardzo lubię, kiedy nie chce mi się wymyślać i nie mam czasu na ciekawy makijaż to pac pac brązami i już:)

    OdpowiedzUsuń
  2. jakiś czas temu się nad tymi cieniami zastanawiałam :P piękne te odcienie brązów <3

    OdpowiedzUsuń
  3. super kolory! też ulubioną paletkę w takich odcieniach! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)

.: Świat na moim blogu od 11.12.2012 :.