Strony

31 sierpnia 2012

Paese "Kosmetyki za darmo" - pierwsze wrażenia, czyli recenzja

Obiecałam, że opiszę Wam moje pierwsze wrażenia z używania kosmetyków Paese, które dostałam z akcji "Kosmetyki za darmo". Po używałam zatem 3 dni i już spieszę do Was z moimi wrażeniami.
Na pierwszy ogień nich idzie puder brązujący, z którego najbardziej się ucieszyłam (widziałam, że inne Dziewczyny również podostawały róże i zwykłe pudry).




Bronzer schowany jest w bardzo poręcznym, plastikowym opakowaniu z przeźroczystym wieczkiem otwieranym w górę na jednym "zawiasie". W środku znajdujemy 9g produktu. Przy moim kolorze skóry (brzoskwiniowy), bronzer nadaje lekko opalany kolor, a dzięki złotym drobinkom moja skóra jest rozświetlona. Jeśli chodzi o trwałość, to na samym podkładzie trzyma się u mnie około 3 godzin, później wymaga poprawek. Ma delikatną strukturę i dobrze nakłada się go pędzlem. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona.
Idąc śladem okrągłych, plastikowych opakowań, trafiamy na perłowy cień do powiek Światło Toskanii o nr 906 w kolorze wrzosowym.


Opakowanie cienia jest również wygodne, wieczko natomiast jest zakręcane, jak w słoiczkach. Na opakowaniu nie ma informacji ile produktu znajduje się w środku, niestety strona Paese również nie przyniosła rozwiązania. Tak więc ilość cienia zostaje zagadką.
Jeśli chodzi o nakładanie, to muszę Wam powiedzieć, że na początku byłam rozczarowana, ponieważ cienie przywykłam nakładać pędzelkiem i albo nie potrafię nabrać pędzelkiem dostatecznej ilości cienia, albo ma słabą pigmentację. Przekreśliłam już ten cień, ale chciałam jeszcze pokazać Wam go w swatchu i nabrałam go paluchem.. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie dość, że sporo cienia nabrało się na palec i dało przełożyć na rękę, to uzyskałam zupełnie inny efekt nasycenia, niż nakładając go pędzlem. Zagadki jeszcze nie rozwiązałam. Natomiast mogę stwierdzić, że przy nałożeniu na powiekę pędzlem, cień trzymał się około godziny, natomiast nałożony palcem trzy godziny. Wynik nieco poprawiła baza z ArtDeco +1 godzina do każdego, ale niestety nasycenie z każdą godziną malało. Może jestem zbyt wybredna, ale póki co nic nie pobija Sleeków :)
Trzymając się tematu okolic ocznych, przejdę do wodoodpornej kredki w kolorze popielaty mat o nr 15.


O tym, że jest to wodoodporna kredka dowiedziałam się wertując Wujka Google, ponieważ napis na zatyczce kredki głosi "konturówka". Hmm, pomyślałam, że spróbuję i pierwszego dnia nałożyłam sobie przy dolnej linii rzęs. Trzymała się dobrze i nie wywołała łzawienia, tak jak to robi kredka SS z Avonu. Wczoraj nałożyłam pełen makeup od Paese, tym razem kierując ów wodoodporną kredkę przy górnej linii rzęs. Kolorek przyjemny, dla mnie to raczej ciemny szary, niż popiel, kredka miękka, dobrze rysuje się nią kreski. Cóż więcej chcieć od życia? Może tego by kredka nie odbijała się na górnej powiece??? Niestety ów kredka to robi. Myślałam, że to wina tego, że za szybko otworzyłam oczy, więc poczekałam chwilę, aż kreska wyschnie. Niestety poniosłam klęskę, a raczej konturówka to zrobiła. Przestałam wierzyć w jej wodoodporność, aż do chwili zmycia makijażu. Powiem Wam, że chwilę męczyłam się ze zmyciem tego cuda.
Raczej nie kupię innego koloru tych kredek, a tej będę chyba używać tylko do dolnych kresek.
Z ocznej kolorówki dostałam również maskarę wydłużającą, pogrubiającą i podkręcającą w kolorze czarnym.


Na dzień dobry nie polubiłam jej szczoteczki. Ma dziwny kształt, przypominający w przekroju 3 śmigła w wiatraku. Strasznie źle nakłada mi się nią tusz, mam wrażenie, że nie łapie nią krótszych rzęs, a wytuszowanie nią moich dolnych rzęs graniczy z cudem. Jeśli chodzi o efekt, to mogę powiedzieć, że pogrubia, ale i trochę skleja, delikatnie wydłuża, niestety nie zauważyła efektu podkręcenia. Trwałość zostawia dużo do życzenia. Po wyschnięciu sprawia, że rzęsy stają się sztywne i po 2-3 godzinach tusz zaczyna odpadać. Mam wrażliwe oczy, które zdarza mi się pocierać (bo akurat coś mi wpadło do oka) i niestety ten tusz nie przeszedł testu pocierania oka - skruszył się prawie cały. Niżej przedstawiam Wam przed i po nałożeniu tuszu.


Na koniec, z buziowej kolorówki zostawiłam błyszczyki Colore Mio nr 502 w kolorze nudziakowego różu.
Przedstawiam Wam efekt na moich ustach (przepraszam Was, że zdjęcie "po" jest nie wyraźne, ale zobaczyłam to dopiero przy obróbce zdjęć).


Jak pewnie możecie zobaczyć na moich ustach jedyne co widać, to efekt mokrych ust. Błyszczyk nie ma drobinek brokatu co mnie bardzo cieszy, ponieważ mogę używać go w dziennych makijażach, albo gdy nie chcę zbytnio zwracać uwagi na usta.


Błyszczyk ma zapach czegoś pomiędzy karmelem, a ciepłym mlekiem z cukrem. Delikatnie się lepi, ale nie przeszkadza to, jeśli akurat nie jesteśmy na wietrze ;)Nie ma smaku, co mi się podoba, to fakt, że po nałożeniu na usta, nosem wyczuwam jego zapach jeszcze przez kilkanaście minut (o ile nic nie jem ;D). Utrzymuje się również zadowalająco długo, bo około godziny przy nie spożywaniu. Polubiłam się z nim i jestem zdecydowana używać go na zmianę z Vinyl Stars Rimmela.

Muszę Was przeprosić, ale zupełnie zapomniałam zrobić zdjęć srebrnego lakieru pękającego. Teraz mam złoty lakier własnego wyrobu (przepis znajdziecie u Panny Marchewki), na którym nie będzie widać spękań, dlatego za kilka dni dorzucę fotki i recenzję o nim.

Co sądzicie o kosmetykach Paese? Któryś z powyższych się Wam spodobał?

3 komentarze:

  1. kolor bronzera jest idealny dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. kolor błyszczyka jako szminka byłby fajny, bo nie przepadam za błyszczykami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. też kupiłam te paczkę. mam ten sam błyszczyk, jest naprawdę spoko :) no i w swoim zestawie miałam róż.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)

.: Świat na moim blogu od 11.12.2012 :.