Strony

20 listopada 2012

Maskujemy przebarwienia skóry

Moja cera to mieszanka wybuchowa. Na ogół sucha, z tendencją do świecenia w strefie T, gdy jest za ciepło, na dokładkę dołożę naczynkowość - oczywiście najgorzej jest na policzkach i nosie, i na koniec przebarwienia, których nabawiłam się przez anty.. Żyć, nie umierać, po prostu. Dlatego dwa lata temu zaczęłam stosować podkłady, które choć w małym stopniu zjednoliciłyby moją skórę. Nie chętnie mi to przyszło, bo nigdy nie przepadałam za tym wynalazkiem i stosowałam go tylko od święta, a nawet rzadziej. Dzięki temu moja twarz oprócz różnych barw, jest gładka i bez grudek ;) Cóż zwykłym kremem nie wyrównam kolorytu, dlatego poszukuję czegoś co nie zaszkodzi i do tego pomoże mojej buźce.

Ostatnio padło na matujący podkład Marizy, który otrzymałam w zestawie na start, w kolorze Opalonym 28. Nie ucieszyłam się z początku, ponieważ zwykle używam jaśniejszych podkładów w tonacji beżowej, ale spróbowałam. Podkład ma pojemność 30 ml i jest bardzo wydajny.

Przerósł moje oczekiwania,  nie dość, że dopasował się do mojej skóry, to jeszcze wyrównał koloryt i zakrył większość przebarwień, w tym naczynka!
Moja wykładowczyni ze szkoły kosmetycznej nie chciała uwierzyć, że mam naczynka, dopiero gdy zmyłam makijaż uwierzyła i była pod ogromnym wrażeniem właściwości kryjących tego podkładu.
Podkład nie zawiera olei mineralnych, nie jest też testowany na zwierzętach. Dla zainteresowanych podaję składniki, ja aż tak dobrze nie znam się jeszcze na tych wszystkich składnikach, które występują w kosmetykach. Ale może komuś, to coś więcej powie.
Dla porównania pokarzę Wam fluid matujący Bell, który również używam. Możecie zobaczyć, że różnica koloru jest niewielka. Ja po kolorze "opalonym" spodziewałabym się więcej brązowych pigmentów.
Po nałożeniu podkład idealnie wpasowuje się w skórę, nie tworzy efektu maski, nie ściąga się, ani nie kula. Dobrze spisuje się jako baza pod cienie. Choć z tego co wiem, Mariza zamierza wprowadzić osobno bazę pod cienie.
Powiem Wam, że byłam z tego podkładu bardzo zadowolona. Odstawiłam nawet Bell, na rzecz tego z Marizy. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy :/ Okazało się, że po kilku dniach wysypało mnie jak za czasów trądziku młodzieńczego! Tragedia :/ Odstawiałam po kolei kosmetyki, których używałam, żeby dociec co mnie tak zapchało. No i wyszło szydło z worka!

Niestety podkład pójdzie w inne ręce, bo mi jednak nie służy. Szkoda, bo byłam z niego bardzo zadowolona.
*****
Na koniec zapowiedź mojego kolejnego postu. Miał być dzisiaj, ale moja kotka bardzo chciała mi pomóc, a co z tego wyszło, zobaczyć w następnym poście ;)

3 komentarze:

  1. a zapowiadało się tak świetnie ;) szkoda, bo chętnie bym spróbowała, ale wolę nie ryzykować dodatkowym wysypem pryszczy brrr... ale cóż ciągle trzeba szukać ideału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zapchało, to nie znaczy, że zapcha Ciebie ;) Moja dwie koleżanki używają również tego podkładu i nic im nie wyszło :)

      Usuń
  2. szkoda, ze ma tak paskudna wade :( ale kryje slicznie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)

.: Świat na moim blogu od 11.12.2012 :.