Strony

16 grudnia 2012

Zimowy ochraniacz

Od czwartku walczę z ostrym zapaleniem gardła. Dziś udało mi się pozbyć stanu podgorączkowego i nie czuję się już taka totalnie rozbita. Poza tym musiałam się wziąć w garść, bo dziś miałam egzamin z anatomii (dobrze, że już po) i musiałam iść do szkoły. W prawdzie mam problemy z głosem, raczej niewiele go używam od początku choroby, bo strasznie brzmię, a szeptem to mało kto mnie rozumie. Takie przykre następstwo mojego choróbska :/ Na miły początek postu, chciałam Wam pokazać widok z mojego okna uchwycony w dniu, gdy zima w moim mieście była jeszcze piękna i biała.
Szkoda, że Święta szykują się szaro-bure, jak co roku w mojej szerokości geograficznej :(
To tyle, jeśli chodzi o prywatę, a teraz coś bardziej w temacie ;)

***

Choć nadeszły roztopy, a na ulicach jest ligawa, chciałam Wam przestawić moje kosmetyczne odkrycie na chłodne dni. Jak wiadomo wszem i wobec kremu do twarzy należy używać rano i wieczorem. Jednak, gdy przychodzą ujemne temperatury warto dodatkowo ochraniać naszą twarz przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Z ciekawości zamówiłam krem ochronny Zimowa pielęgnacja z filtrem UV firmy Mariza. Przede wszystkim z powodu jego niskiej ceny, czyli 7,60 zł za 50 ml (cena po rabacie 30%, 2 zł niższa), ale również dlatego, że nie miałam nic na te mrozy.
Mój wybraniec prezentuje się całkiem dobrze w swoim błękitnym, plastikowym słoiczku. Napisy są trwałe, próbowałam zdrapać paznokciem, ale nie ruszyły z miejsca.


Rzecz, która nie podoba mi się w opisach katalogowych produktów Mariza jest brak szczegółów dot. danego produktu. Za każdym razem dziwię się, gdy w moje ręce trafi coś Marizy, a na odwrocie znajdę kilka przydatnych informacji. Tak samo mamy i w tym przypadku. W katalogu jedyna informacja o kremie jest żywcem przepisana z przodu opakowania "Zimowa pielęgnacja krem ochronny zawiera filtr UV". Natomiast na opakowaniu producent umieścił następującą informację: "Krem ochronny o tłustej konsystencji doskonale odżywia i wzmacnia skórę. Skutecznie zabezpiecza ją przed szkodliwym działaniem mrozu, wiatru i promieni UV, mogących wywołać zaczerwienienia i podrażnienia skóry".



Co było dla mnie zaskoczeniem w tym kremie? Na pewno to, że wchłonął się w skórę po 4 minutach i nie zostawił tłustego filmu (czego nie znoszę!). Pierwszy krem na zimę, który nie tworzy na twarzy śliskiej powierzchni, nic się do niej nie przykleja, a do tego ładnie pachnie, tak delikatnie. Dla mnie, wielbicielki kremów-nie lepów, jest to ideał :)
Cóż jeśli nie czepiać się opisu (a raczej jego braku) w katalogu, to sam krem jest strzałem w 10!
Opakowanie jest poręczne, szczelne i ze spokojem można nosić w torebce. W ostatnim katalogu jest też dostępna wersja w tubce, ale ja jestem zwolenniczką słoiczków.

Miałyście okazję spróbować tego kremu? A może macie jakieś swoje ideały zimowych ochraniaczy twarzy i się podzielicie? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz :)

.: Świat na moim blogu od 11.12.2012 :.